Liczba wizyt od IX.1998r.: 2470349
Dziś jest: środa, 8 września, 2010

PREWENCJA

3. Przystanek PaT w Płocku 2008  

W dniach od  1 do 5 lipca w Płocku miał miejsce 3. Przystanek PAT. Ogólnopolska akcja profilaktyczna „Przystanek PaT” jest częścią programu Komendy Głównej Policji „Profilaktyka a Teatr”, który został wpisany do Banku Dobrych Praktyk MSWiA w obszarze rządowego programu „Razem bezpieczniej”.

• Po pierwsze to największe spotkanie pasjonatów teatru nie licząc teatralnych festiwali.
• Po drugie w środku lata.
• Po trzecie panuje tu moda na wrażliwość, kulturę i brak uzależnień.
• Po czwarte możemy rozmawiać o tym, co dla nas jest ważne.

Przystanek PaT realizowany jest raz w roku w okresie letnich wakacji. Akcja trwa pięć dni. Biorą w niej udział wolontariusze oraz grupy teatralne z całej Polski, które realizują spektakle edukacyjno-profilaktyczne. Podczas Przystanku odbywają się warsztaty oraz prowadzone są młodzieżowe fora dyskusyjne. Podczas finału uczestnicy akcji prezentują efekty pracy warsztatowej. Akcja nie ma charakteru festiwalu z nagrodami. Akcja ma charakter spotkania miłośników teatru. Wartością tej inicjatywy są ludzie, którzy chcą działać bezinteresownie dla drugiego człowieka.

PO CO TO WSZYSTKO?

• Po to by się odnajdywać.
• Po to by pomagać innym poprzez sztukę.
• Po to by budować teatralny wolontariat dla profilaktyki.

Do udziału w Akcji zostali zaproszeni młodzi wolontariusze, którzy poprzez sztukę chcą promować życie bez uzależnień. Każdego dnia w MEGAPOLIS TEATR były realizowane  warsztaty profilaktyczne, teatralne, plastyczne, literackie, taneczne oraz wokalne. Podczas akcji zaprezentowano spektakle profilaktyczne teatrów młodzieżowych z całego kraju oraz ciekawe projekty edukacyjne i społeczne. 

HASŁO PRZYSTANKU PAT:

Jesteś potrzebny!
Bądź wolny od nałogów!
Staraj się pomagać innym!

 

 

 

RELACJA DZIEŃ PO DNIU

 PaTrzcie, powstaje megapolis!

Scena Teatru Letniego w poniedziałkowe popołudnie była już prawie gotowa. Pośrodku okrągłego holu Gimnazjum nr 8 w Płocku wyrósł stary, nieco spękany mur. Ta scenografia została przywieziona z Teatru Narodowego w Warszawie, powstała do sztuki Aleksandra Fredry „Mąż i żona”. Po szkole kręcą się warszawiacy – to ekipa realizatorska III Przystanku PaT. Od wtorkowego poranka zaczną zjeżdżać młodzi ludzie z całej Polski.

Grzegorz Mirowski z Komendy Głównej Policji siedzi na schodku i spokojnie acz z mozołem zeskrobuje z kawałka szarego płótna podklejoną gąbkę. Płótno jest potrzebne do załatania lekko uszkodzonej dekoracji. Ta dekoracja tak spodobała się dyrektorowi gimnazjum, że zapowiedział, że jej już nie odda! Wokół kręcą się młodzi ludzie, na pozór niespiesznie, ale szkolny hol zmienia się z każdą chwilą.

- To nasza ekipa, aktorzy z warszawskiego teatru środowiska policyjnego Scena 07, licealiści i studenci – wyjaśnia Grzegorz Mirowski i sprawdza, ile gąbki zostało mu do odklejenia. - Znają się na rzeczy, to już ich trzeci Przystanek PaT.

Przyjechali do płockiego gimnazjum już w sobotę. Zdążyli zmienić szkołę w twórcze obozowisko. Megapolis to kilka scen, w tym poetycka, studio filmowe, redakcja codziennej gazety, warsztaty twórcze. Do tego wielka noclegownia, sypialnie zorganizowano już w klasach i sali gimnastycznej. Żadnych mięciutkich pierzynek nie przewidziano, surowe wojskowe materace i własne śpiwory będą musiały wystarczyć.

- Zgłosiło się ponad pół tysiąca osób z całego kraju, nie zaprosiliśmy ich na wakacje, ale do ciężkiej pracy, mają się dużo nauczyć, doskonalić własne talenty i umiejętności – mówi pan Grzegorz, uparcie mocując się z kawałkiem płótna. - Poprzez sztukę mają potem we własnych środowiskach być tymi, którzy wiarygodnie powiedzą, że używki: alkohol czy narkotyki to kiepski sposób na życie, że nie warto po nie sięgać, bo świat bez nich jest bardziej prawdziwy i sensowny.

Taki jest zresztą cel całego projektu „Profilaktyka a Teatr”. Wymyślił go insp. Grzegorz Jach z komendy głównej, policjant i reżyser w jednym, którego ideą jest, by działanie sceniczne, teatr ze swoją magią trafiały najdobitniej do wyobraźni i wrażliwości młodzieży narażonej na pokusy sztucznej narkotykowej radości. Dlatego przez cały rok jeździ po kraju i ze swoją drużyną i organizuje w różnych miastach spektakle profilaktyczne. Na początku tego roku pracował z płockimi uczniami, razem zrealizowali przedstawienie „Blackout”. Obejrzeli je wszyscy płoccy gimnazjaliści.

Przystanek PaT jest zwieńczeniem tych całorocznych wysiłków. Grzegorz Jach w przeddzień Przystanku starał się rozdwoić, bo i pilnował przygotowań w gimnazjum, osobiście sprawdzając stan banerów np., i spotykał się z dziennikarzami, którzy pytali go o szczegóły przedsięwzięcia, i jeszcze sto innych rzeczy miał do załatwienia.

A o Przystanku coraz głośniej na osiedlu Podolszyce, gdzie znajduje się gimnazjum. - To za sprawą ks. proboszcza z tutejszej parafii (ks. Andrzej Zembrzuski jest kapelanem płockich policjantów) – uśmiecha się Grzegorz Mirowski, zadowolony, że płótno już prawie gotowe do naklejenia. - W niedzielę na mszach św. mówił ludziom, co tu się dzieje, zapraszał na spektakle do naszego letniego teatru. Potem ludzie wchodzili do szkoły, pytali o nasze działania, zaciekawienie rosło. Oczywiście zapraszamy.

- Grzegorz, zaczepów do banerów nie mogę znaleźć – zameldował jeden z wolontariuszy pracujących przy dekoracji szkoły. Pan Grzegorz poszedł szukać zapodzianych gdzieś elementów i rzucił okiem na postępy w pracach. Już we wtorek o godz. 9.00 mają przyjechać pierwsi uczestnicy.

               
 PaTworny zawrót głowy!

To był szalony dzień. Ten pokrzykuje, tamci padają sobie w objęcia, wysoki rangą oficer policji jest „mistrzem ceremonii” na stołówce... ufff. I jeszcze ta dwójka młodych,  Karolina i Mikołaj. Skąd jesteście? Z Krotoszyna i Kobylina. A gdzie to jest? W Wielkopolsce. Przyjechaliśmy ze Śląskiem. No i bądź tu człowieku mądry i zrozum cokolwiek...

Geograficzna zagadka Karoliny i Mikołaja powoli się rozwiązuje. Przyjechali z Wielkopolski, ale na III Przystanku PaT w płockim Gimnazjum nr 8 będą z grupą ze Śląska. Bo to przyjaciele zaprawieni w przystankowych bojach od samego ich początku.

Krzątanina trwa od samego rana. Prawie połowa uczestników dojechała jeszcze przed obiadem (zupa ogórkowa, mielony z ziemniakami i buraczkami, banan, soczek w kartoniku). Scena główna jeszcze zastawiona pakami ze sprzętem nagłaśniającym i oświetleniowym, ale ogólnie wszystko już się klaruje. Młodzi ludzie błądzą po korytarzach szkoły, której supernowoczesny, kosmiczny kształt pozwala odkrywać wiele tajemniczych zakamarków.

Przystanku nie można odpuścić
 
Przy wejściu młodzież z warszawskiego teatru Scena 07 pracuje jako recepcjoniści, wszystko zorganizowane tak, że niejeden organizator „dorosłych” imprez mógłby się od nich wiele nauczyć. Stale docierają nowi uczestnicy. Połowa to znajomi z poprzednich Przystanków. Agnieszka i Klaudia na PaT-owski zlot przyjechały po raz drugi. One też są z Wielkopolski, konkretnie z Kępna. - Rok temu dowiedziałyśmy się w szkole o Pacie, byłyśmy z całą grupą na Przystanku i... no było tak, że  teraz nie mogłyśmy odpuścić – mówią, ciągnąc pękate walizy.

Pośród przyjezdnych przechadza się Aleksander Pietrzak  Alek zagrał jedną z dwóch głównych ról w płockim przedstawieniu „Balckout”. Jest absolwentem Gimnazjum nr 8 i czuje się trochę jak gospodarz. - Jako pierwszy z Płocka wysłałem zgłoszenie, potem namówiłem kolegów, koleżanki, w sumie jakieś siedem, osiem osób – mówi i zaraz dodaje: - Bo ja kocham teatr! Dostałem się teraz do Małachowianki (najbardziej prestiżowe płockie liceum), a potem Warszawa – Akademia Teatralna. Bo ja będę, muszę być aktorem! To mój cel i zrobię wszystko, żeby go osiągnąć! Rodzice? Woleli, żebym wybrał coś bardziej „naukowego”, ale widzieli mnie w kilku sztukach, byli na „Blackout” i już wiedzą, że sztuka to moja pasja i nic na to nie poradzą. Od ośmiu lat gram na fortepianie, więc w planach mam jeszcze studiowanie jazzu. Alek wybierze warsztaty teatralne albo wokalno-instrumentalne. A gdzie w tej artystycznej pasji miejsce na to, co jest istotą PaT – na tworzenie świata bez uzależnień? Alek zaperza się nie na żarty. - No jak to? Przecież teatr, film to najlepszy sposób przekazu tego, co ważne! - prawie wykrzykuje i idzie integrować się z nowymi znajomymi.
 
Frajda? Nie, wiara!

Muzykę z głośników co chwila przerywają komunikaty podawane z radiowęzła, trzeba załatwić tak prozaiczne sprawy jak kartki do stołówki czy rozlokowanie w sypialniach. Inspektor Grzegorz Jach z Komendy Głównej Policji prawie biega pośrodku tego chaosu, z którego rodzi się porządek Megapolis. W luzackiej koszulce i wygodnych spodniach nie wygląda na „ważnego glinę”, jest jednym z tych młodych, którym po prostu „się chce”. Ale to on jest mózgiem tego ogromnego przedsięwzięcia.

 - Ma Pan frajdę, patrząc na to wszystko? - Grzegorz Jach niemal w locie wyłapuje to pytanie i aż siada na chwilę z oburzenia. - Frajdę?! Ja tego nie robię, żeby mieć frajdę! Ja głęboko wierzę, że ten Przystanek, że teatr, że ci wszyscy młodzi ludzie, którzy tu przyjechali, że to wszystko ma sens! I dla tej wiary, że warto młodych uczyć i im zaufać, organizuję te przedsięwzięcia!  Dopiero kiedy widzę, że to działa, że z roku na rok jest nas więcej, że młodzież coraz tłumniej przyjeżdża na Przystanki, to wtedy czuję frajdę. A nie odwrotnie. Inspektor Jach jest zachwycony szkołą i jej pracownikami, szczerze i z werwą chwali dyrektora. - Wspaniale nas wspomaga, jak tylko powstaje problem, pan Mariusz Michalski rozwiązuje go natychmiast, zanim jeszcze kłopot zagości się na dobre.

Wielkie otwarcie

Już w dwie godziny później Grzegorz Jach przeobraża się w Wielkiego Mistrza. Prowadzi ceremonię otwarcia. Widownia dużej sceny jest nieprawdopodobnie różnoraka. Dzieciaki w wakacyjnych strojach, cudaki z dredami, policjanci w śnieżnobiałych mundurach, aktorzy, nauczyciele, muzycy, poeci. Są podziękowania dla władz Płocka, bo Urząd Miasta jest jednym z organizatorów Przystanku i poważnym sponsorem. Na widowni są szefowe dwóch najbardziej zaangażowanych w to przedsięwzięcie wydziałów: Ewa Adasiewicz (Wydział Edukacji) i Katarzyna Michalska (Wydział Zdrowia). Brawa dostaje dyrektor gimnazjum Mariusz Michalski. Komendant Miejski Policji Jarosław Brach i jego zastępca Jacek Olejnik. I zastępca komendanta wojewódzkiego policji Rafał Batkowski. I ci, którzy się sporo napracowali, żeby wszystko grało jak w zegarku. I instruktorzy, którzy poprowadzą warsztaty... Dużo było tych braw. Nadkomisarz Rafał Batkowski ogłosił, że Przystanek jest już otwarty i uderzył w wielki gong. Zaczęło się!

W tym jest sens

Część twórczą zainaugurowali gimnazjaliści z Białegostoku spektaklem „Sieć”. Na scenie odbył się sąd nad „złą” dziewczyną. Że wagaruje, oszukuje, że może nawet bierze narkotyki. Oskarżenia oplotły jak sieć, „jest winna” wołali dorośli i orzekli: „trzeba karać”. Chłostali złymi słowami, aż dziewczyna upadła. Nawet matka przyłączyła się do oskarżycieli. A dziewczyna pytała: Czy nie pamiętacie dobrych chwil, wspólnych radości, pizzy, którą jadłyśmy, śmiejąc się i żartując?  Czy młodzież naprawdę jest taka zła? Nie, nie jest. Na koniec młodzi aktorzy z gazetami w rękach „czytali” informacje o uczniach, studentach, którzy podejmują inicjatywy na rzecz drugiego człowieka, skrzywdzonych dzieci, ochrony środowiska. Bo wierzą, że świat nie musi być zły, że ich działanie ma sens.

- I ten Przystanek, cały PaT ma głęboki sens, wierzę w to bardzo mocno – mówił komendant Rafał Batkowski. - Dzięki takim inicjatywom udaje się nam, policji, nawiązać bezpośredni kontakt z pokoleniem, które najbardziej jest narażone na zagrożenia. A teatr, drama to świetny sposób, żeby rozmawiać i z dziećmi, młodzieżą, i ich rodzicami. Bo tak to co może powiedzieć policjant? Że są zagrożenia, że za przestępstwa, są kary? A dzięki spektaklowi ludzie widzą samych siebie jak w lustrze, dostrzegają błędy i  zdobywają się na refleksję, która prowadzi do poprawy. Komendant Batkowski słynie z tego, że prewencję stawia na czele zadań policji. Bo jak mówi, trzeba budować dla młodych lepszy świat, a policja ma w tym świecie zapewnić im bezpieczeństwo. A czy sam ma w sobie coś z pozytywnie zakręconego wariata? Na jakie warsztaty by się zapisał? - Noooo... na plastyczne – mówi ze śmiechem. - Kiedyś malowałem trochę, do tej pory jeszcze czasem coś rysuję. A ostatnio z moją siedmioletnią córką namalowaliśmy obraz. I nie żadne tam świnki, krówki i kwiatki, ale prawdziwy! Pomagałem!
 
 
               

   Rozmowa z Grażyną Małkowską
 
Kiedy podczas uroczystego otwarcia III Przystanku PaT insp. Grzegorz Jach przy gorącym aplauzie widowni wyliczał: - Na pierwszym Przystanku było nas 80 osób, na drugim już 250, a tu, w Płocku jest nas już pół tysiąca! - pewna delikatna pani szepnęła: - Boże, przecież nawet mi przez myśl nie przemknęło, że „Dzwonek” stanie się początkiem takiego ruchu. Ta pani to Grażyna Małkowska, od niej wszystko się zaczęło.

Jest pedagogiem w jednej z warszawskich podstawówek. A właściwe poetką. Autorką. Animatorką...

- Kiedy stawiałam pierwsze kroki jako pedagog, wiedziałam, że muszę się uczyć, sporo dowiedzieć – opowiada cicho. - Kończyłam profilaktykę uzależnień i trzeba było napisać pracę. Co miałam pisać? To co wszyscy? Wymyśliłam, że napiszę sztukę. „Dzwonek”. O tym, jak w rodzinach nie rozmawia się z dziećmi, że rodzice nie zauważają ich problemów, nie dostrzegają pierwszych niepokojących objawów tego, że zaczyna źle się dziać, że dzieciaki uciekają przed zimnem rodzinnego domu w narkotyki. Spodobało się, dałam to Grzegorzowi [Jachowi] do przeczytania. A on zaniósł do Sceny 07 (to amatorski teatr środowiska policyjnego, grają w nim licealiści i studenci) i dzieciaki powiedziały: chcemy to grać! To była sztuka dla rodziców, pokazano ją w wielu miastach. I wtedy oni, ci młodzi, przyszli do mnie i mówią: „A teraz chcemy coś dla nas”. I napisałam „Blackout”.

Mój jest „Balackout”, a nie scenariusz

Pani Grażyna ma wielką prośbę – żeby nie pisać i nie mówić o niej, że jest autorką scenariusza. Nie, jest autorką „Blackout”, podarowała sztukę policji. Reżyserem i scenarzystą jest Grzegorz Jach.

- Miał prawo zmienić moją koncepcję, ale to już nie jest moje dziecko – mówi Grażyna Małkowska. - W przedstawieniu wszystko jest skierowane na starszego brata, który bierze narkotyki i w końcu umiera; ostatnia scena, kiedy leży martwy w prosektorium, czyni z niego głównego bohatera. I tak też jest dobrze, ale u mnie to nie było najważniejsze. U mnie było tak, że starszy brat proponuje młodszemu , aby pomógł mu sprzedać radio kumpla - będzie mial zasługi, wejdzie w towarzystwo. Młodszy jest pewny, że to uczciwa robota. Długo nie domyśla się, że pomaga "ćpunowi" spłacać długi, a sprzęt pochodzi z kradzieży. Któregoś dnia zaczyna rozumieć, że starszy brat ćpa, już wie, co sprzedawał i jaki był cel. Chce pomóc - rodzice nie wierzą. Widzi brata wynoszącego rzeczy z domu. Domyśla się, że zamierza on je sprzedać, aby mieć kasę na narkotyki. Widać, że się boi, ale chce czegoś się dowiedzieć, coś zrobić. Dopiero na koniec uświadamia sobie, że gdyby nie pomógł sprzedawać, brat nie miałby kasy i nie ćpałby. Dramat tej sytuacji zawiera się w ostatnim zdaniu: "Pomogłeś mi o jeden raz za dużo". Chciałam zadać pytanie, sprowokować refleksję: - jak żyć z takim oskarżeniem?

Rodzina coraz większa

"Blackout" grany był już wiele razy w całej Polsce, także w Płocku, przeważnie przez uczniów gimnazjów i liceów. Powstała wielka rodzina blackoutowców, którzy utrzymują ze sobą kontakt i wspierają się mimo odległości.

- Ogromnie wzruszyłam się, kiedy na blogu siedleckim przeczytałam, że tuż przed spektaklem rozchorował się chłopak, który grał dilera. I nagle odezwał się inny, ze Świnoujścia. Napisał, że grał tę rolę u siebie i jak trzeba, to przyjedzie i zastąpi siedlczanina. I przyjechał! Tyle kilometrów! A ta rola to kilka kwestii...

Rodzina stale się powiększa i to dla Grażyny Małkowskiej jest niepojęte i wspaniałe. W działania PaT zaangażowała się całym sercem, bywa na przedstawieniach w wielu miastach, wspiera młodych aktorów. Mówi, że sztuka jest prawdziwa, bo oparta na faktach. Może nie na jednym konkretnym wydarzeniu, ale na kilku historiach. Prawdziwy jest młodszy brat. I ten starszy też. Był studentem, mówiono, że nigdy nie brał narkotyków, nie miał kłopotów, aż nagle popełnił samobójstwo, skacząc z okna. Dlaczego, z jakiego powodu?

- Okazało się, że kilka miesięcy wcześniej brał LSD – opowiada pani Grażyna. - I nastąpił flashback, narkotyk zadziałał z opóźnieniem, jemu po tych kilku miesiącach mogło nagle zacząć się wydawać, że pofrunie, więc wyskoczył z tego okna.

„Blackout” będzie miał swojego następcę. Z 3 na 4 lipca w Gimnazjum nr 8, gdzie trawa Przystanek PaT, odbędzie się Noc Blackoutowców i wtedy zaprezentowana zostanie premiera „Blackout II, czyli inne wyjście”. Teatralna rodzina domagała się kontynuacji.

Spod znaku Hitlera i Napoleona

Kiedy Grażyna Małkowska opowiada o swoich pasjach, to astrolog-amator dopatrzyłby się w niej zodiakalnego Bliźniaka.

Ależ skąd – śmieje się pani pedagog. - Urodziłam się pod takimi samymi gwiazdami jak Hitler i Napoleon!
Ale przyznaje, że nie ma w niej nic z dyktatora, bo bardzo lubi ludzi.

- Mam zasadę, żeby nie robić tego, czego nie lubię – mówi. - Jeśli więc w coś wchodzę, to na całego i jestem wtedy bardzo, bardzo zadowolona, szczęśliwa. A kim nie mogłabym być? Prasowaczką, bo tego nie cierpię. I dyrektorem, bo nie umiałabym być bezwzględnie wymagająca i karać ludzi za niezrobioną robotę, sama bym za nich pracowała. Urzędniczka? Cóż... w takim urzędzie zaczęłabym od jakiejś wielkiej rewolucji.

O swoich najbliższych powiada, że to rodzina patologiczna. - Bo wszyscy mamy jakieś artystyczne zamiłowania i to jest szalone. Mąż gra, syn gra, córka śpiewa, ja piszę wiersze, sztuki, prowadziłam z mężem w kościele zespół, wydaliśmy dwie świetne płyty – opowiada pani Grażyna i macha ręką do swoich dzieci, które też przyjechały na Przystanek. - Nie wyobrażam sobie życia bez pasji i kocham ludzi, którzy mają swoje pasje.

Ta pazerność na sensowne działanie przekłada się na małe i duże sukcesy. - Kiedy zaczynałam pracę jako pedagog, rocznie przychodziło do mnie około setki rodziców uczniów, teraz – sześciuset – mówi i oczy jej błyszczą, jakby połknęła rozgwieżdżone sierpniowe niebo nocą.

Potrafi być twarda, choć odczuwa silną tremę, kiedy ma wystąpić publicznie. - Całe szczęście, że mogę ukryć nogi pod długa spódnicą, bo kolana trzęsą mi się wtedy okropnie – śmieje się Grażyna Małkowska. - Ale biorę się w garść i głos mam raczej pewny.

W środę będzie musiała stanąć przed grupą kilkudziesięciu policjantów zajmujących się prewencją w całym garnizonie mazowieckim. Będzie z nimi rozmawiała o tym, jak współpracować ze szkołami, młodzieżą i ich rodzicami. Na pewno głos jej nie zadrży, a kolana... cóż, ukryje pod powiewną, cygańską spódnicą.
 
             
 Niestraszne mi najwyższe szczyty

Oto poeta. Czasem zamyślony, słowa waży jak coś cennego. Długie włosy nie osłaniają szczerej twarzy i ciekawych ludzi oczu. Właśnie na Przystanku PaT skończył zajęcia z grupą literacką i przysiadł na kanapie nad główną sceną. Krzysztof Cezary Buszman, jego wiersze śpiewają np. Danuta Błażejczyk, Wojtek Gęsicki, Piotr Machalica, Alicja Majewska. Od trzech lat płocczanin. Promotorką Buszmana była Agnieszka Osiecka.
Jego obecność na Przystanku została przyjęta w płockim Gimnazjum nr 8, gdzie wszystko się dzieje, gorącym aplauzem. Jest znany wśród młodego pokolenia, dziesiątki jego wierszy można znaleźć na młodzieżowych blogach.
Cenią go profesjonalni artyści, w ub. roku w Elblągu podczas Festiwalu Piosenki Wartościowej zorganizowano specjalnie na jego 40. urodziny koncert „Najwcześniej później”, wyreżyserował go sam Laco Adamik, a prowadził Krzysztof Kolberger. Jego wiersze śpiewali m.in. Grażyna Łobaszewska, bard Jarosław Jar Chojnacki, Alicja Majewska. Muzykę do jego utworów tworzą takie kompozytorskie tuzy jak Włodzimierz Nahorny, Jerzy Satanowski czy Włodzimierz Korcz. Teraz współpracuje z Katarzyną Gertner, jego poezja znajdzie się w nowym oratorium.
Co Buszman robi wśród dzieciaków z całej Polski na Przystanku PaT? Dlaczego angażuje się w takie przedsięwzięcia?
- Najlepiej byłoby powiedzieć, że dostałem za to taką kasę, że mi się opłaca – śmieje się poeta i zaraz w obawie, że ktoś to weźmie na poważnie, prostuje: - Żartowałem z tymi pieniędzmi, to nieprawda.
Chwilę się zastanawia, jak najlepiej wyrazić to, co chciałby powiedzieć.
- To jest tak, że mam tu możliwość pracy z młodymi ludźmi, mogę ich poznawać i w pewnym stopniu kształtować jako odbiorców tego, co jest mi bliskie. Podczas zajęć warsztatowych ja nie tylko daję coś z siebie młodzieży, ale i biorę, Dostaję wiedzę, jak odbierają moją twórczość, jacy są, co myślą, a to jest bardzo inspirujące. Jestem artystą i takie doświadczenia są dla mnie bardzo ważne.
Jest jeszcze coś, o czym Buszman nie bardzo chce mówić. Przystanek jest w Płocku, mieście, gdzie po wieloletnim pobycie w Londynie 3 lata temu znalazł swoją miłość, ożenił się i zamieszkał. Mieście, które chciałby pokochać, dać mu coś z siebie. Ale nie chce się narzucać, bo wychodzi z założenia, że nikogo nie wolno uszczęśliwiać na siłę. Jak dotąd największe wydarzenia artystyczne zorganizował więc z żoną... w ich ogrodzie.
A jacy są jego Przystankowi podopieczni? Czy mają już w sobie poetycką wrażliwość, czy trzeba ich kształtować od „surowości”?
- Różni, bardzo różni, ale przede wszystkim ciekawi. Jedni już mają ukształtowaną, wytyczoną drogę artystyczną, inni dopiero jej szukają. Ja im jej nie wskazuję, na zajęciach rozkręcam tylko karuzelę emocji i to zaczyna wirować coraz bardziej, aż nadchodzi taki moment, że właściwie mógłbym już wyjść i pewnie nikt by tego nawet nie zauważył – śmieje się Buszman.
Sam nie pije (tzn. pije jak każdy normalny dorosły, przy okazjach), palenie rzucił kilka lat temu z dnia na dzień, narkotyków nie bierze.
Jak zajęcia podczas warsztatów literackich mają sprawić, by młodzi ludzie nie chcieli sięgać po zabójcze, uzależniające używki?
- Człowiek zajęty czymś konstruktywnym nie ma czasu na głupoty – rzuca ze śmiechem Krzysztof Cezary Buszman, ale zaraz rozwija tę myśl. - Bycie artystą, mieć artystyczną duszę to ciągła wiara w człowieka i jakaś naiwność, nawet mimo wielu rozczarowań. Dla mnie ważne jest, by uświadomić tym młodym, że bycie sobą nie pozostawia miejsca na bycie kimś innym.
Wyraz jego nieugiętej wiary w człowieka, w jego możliwości, można odnaleźć w jego wierszach. Jak w tym:
    Choć mieszkam wciąż...
Choć mieszkam wciąż za siódmym lasem
To jutro się do drogi zbiorę
By Cię odnaleźć tuż przed czasem
Albo najpóźniej w samą porę.

Choć mieszkam wciąż za siódmą rzeką
To zepchnę tratwę stromym zboczem
Bo nigdzie nie jest zbyt daleko
Gdzie się naprawdę pragnie dotrzeć.

Choć mieszkam wciąż za siódmą górą
Niestraszne mi najwyższe szczyty
Bo zawsze ma największy urok
Przetarcie szlaków nieprzebytych.
(z tomu „Najwcześniej, najpóźniej”) 
 
  Kolorowa środa na Przystanku
Megapolis tętni życiem. Płocczanie, którzy przechodzą koło Gimnazjum nr 8, czasem przystają, zaintrygowani widokiem niecodziennych wydarzeń wokół szkoły. Jakaś grupa chodzi i biega z rękami w górze, krzycząc: Polanie! Pooolaaanie!!!, w innym miejscu przechadza się gromada cudacznie pomalowanych dziewczyn i chłopaków, skądś dochodzi śpiew lepszy jak z radia. Warsztaty artystyczne III Przystanku PaT rozkręciły się na dobre.
Warsztaty zaczynają się ok. godz. 10.00. Każdy wie, gdzie ma się stawić na zajęcia, które z przerwami trwają do obiadu. 
                                                 
* Nie tylko dzieciaki mogą się tu sporo nauczyć. W środę były też warsztaty literackie dla policyjnych specjalistów od profilaktyki z Mazowsza.
                                                 
* Robert Osam, ten sam, który współrealizuje telewizyjny program "Jaka to melodia", szkoli młodzież w ramach warsztatów wokalnych.
                                                
* A to zajęcia grupy teatralnej, prowadzi Grzegorz Jach
                                                
* Na warsztatach plastycznych wypracowano nowy rodzaj makijażu. Okazuje się, że malarstwo trzeba odczuwać... na własnej skórze
                                               
A o południu w ramach warsztatów profilaktycznych (te są obligatoryjne dla wszystkich uczestników) swoje przedstawienia pokazywały poszczególne grupy teatralne z różnych miejscowości. Kawał naprawdę dobrego teatru zaprezentował Piccolo – teatr z Łodzi.
 
Aktorzy pokazali sztukę, którą zagrali w swoim mieście – jak podkreślali, zawsze korzystając z pomocy policji – w szkołach podstawowych, gimnazjach, liceach, w więzieniu także.
Jest to rzecz o samotności dziecka, które w rodzinnym domu jest tylko monetą przetargową między Niebem a Piekłem. Niebo to mama, anioł, a Piekło – tata, diabeł. Ale anielska mama to nie uosobienie miłości i łagodności, ale zahukana, przemęczona kobieta, której nie starcza cierpliwości ani sił, by swojemu dziecku mówić, że je kocha. Ojciec wciąż pije. Awantura goni awanturę, a dziecko jest tylko bezimiennym dzieckiem, bo rodzice nie mogą się zdecydować. Ojciec chce, żeby dostało imię Bronek, bo pragnie syna. Matka nazywa je Magdą, bo woli mieć córkę. I to powoduje nowe waśnie. A dziecko jest coraz bardziej samotne, smutne, zrozpaczone. Aż ucieka z domu. I znajduje przyjaciela – dilera, która śpiewa: "Opiaty, opiaty, pierwsza porcja bez zapłaty...".
Historia opowiedziana jest niezwykle sugestywnie głównie za sprawą rekwizytów – lalek, które tak współgrają z aktorami, że stają się jednym z nimi.
Po spektaklu odbyła się dyskusja połączona z wciąganiem widzów do odgrywania scen, które mogłyby zmienić te smutną fabułę. To była naprawdę doskonała lekcja dla każdego.
 
 Prawdziwa maestria głosu nie podnosi
Grupa dziewczyn ćwiczy na scenie elementy układu choreograficznego. Pomiędzy nimi finezyjna postać z nadzwyczajną gracją pokazuje jedną z figur. Tancerki próbują powtórzyć, ale nogi zaplątują się im w supeł. Tak było w środę podczas warsztatów baletowych na Przystanku PaT. W czwartek te same osoby tańczą już cały układ, a przypadkowi widzowie biją brawo. Iliana Alvarado uśmiecha się dyskretnie.
Wśród wspaniałych ludzi, jacy prowadzą zajęcia w płockim Gimnazjum nr 8, pani Iliana jest chyba najbardziej niezwykła. Wyróżnia się w najgęstszym tłumie – smukła, wyprostowana, z wysoko uniesioną głową wygląda ja królowa. Kiedy na stołówce niesie tacę z talerzami do stolika, to nie jest to zwykła czynność, ale czysty taniec.
- To lata ćwiczeń i dbałości o sylwetkę, postawę – mówi potem przy zielonej herbacie. - I rzeczywiście wyczuwam, że ludzie jakoś inaczej mnie odbierają, że się wyróżniam. Ale np. i tym, że kiedy mam długo siedzieć, to kładę nogi na drugim krześle, dla tancerki takie „sztywne" siedzenie jest trudne do zniesienia.
O Przystanku PaT opowiada tak: - To mój pierwszy Przystanek, przyjechałam, bo poprosił mnie o to Grzegorz [Jach]. Poznaliśmy się w takim... nazwę to muzealnym środowisku w Warszawie. Chciał, żebym pomogła, więc jestem. Mam doświadczenie w pracy z młodymi ludźmi, takimi „z ulicy", w Warszawie prowadzę Studio Choreograficzne „Ilyadanse", sporadycznie mam zajęcia w studium tanecznym przy Szkole Baletowej, Byłam zapraszana do prowadzenia warsztatów Poznaniu...
Iliana Alvarado myślała, że w Płocku na Przystanku zapisze się do jej grupy najwyżej sześć osób. A ma ich blisko 20.
- Niewiele mogę ich nauczyć w tak krótkim czasie, to oczywiste. Skopiowaliśmy kilka stron z książki Arnolda Haskela o balecie (gdzie jest mowa o rodowodzie baletu) i rozdaliśmy uczestnikom warsztatu z tańca klasycznego natomiast na naukę baletu nie było czasu, gdyż celem jest pokazanie „momentu choreograficznego". Młodzież nie zna baletowego nazewnictwa, ale je używam i jednocześnie pokazuję, co mają robić - mówi o swojej pracy.
Pod koniec czwartkowych zajęć na niektórych twarzach widać już zmęczenie, ale grupa twardo ćwiczy, niektóre fragmenty układu powtarzane są po kilka razy pod rząd. Wyróżnia się drobny Michał. On najlepiej rozumie polecenia mistrzyni i jego taniec staje się powoli podobny do lotu ptaka. Wygrywał już konkursy w tańcu folklorystycznym, ale ma też podbudowę z tańca klasycznego. Pani Iliana bardzo go chwali. Jest jeszcze dziewczyna, która rusza się jak uczennica szkoły baletowej, ale na co dzień nie zajmuje się tańcem. Niektórzy mają problemy z utrzymaniem wyprostowanej sylwetki, uniesieniem głowy, krokami, ale wszyscy jak zaczarowani wsłuchują się i wpatrują w swoją nauczycielkę. Nawiązuje się między nimi jakaś magiczna łączność. Iliana Alvarado mówi spokojnie i cicho, nawet kiedy przykłada mikrofon do ust, jej głos jest łagodny. Mówi zresztą niewiele, często podnosi się i pokazuje, jak trzeba wykonać zadanie. I oni to robią, a przynajmniej bardzo się starają. Tak ze swoimi uczniami może porozumiewać się tylko prawdziwy mistrz i tę maestrę dzieciaki po prostu czują.
Pani Iliana ma nieco miękki, południowy akcent i  niezwykłą, trochę egzotyczną urodę. - Bo moja mama jest Polką, tata Kolumbijczykiem, a urodziłam się w Pradze i wychowałam na Kubie – uśmiecha się tancerka i popija herbatę. - Języka polskiego zaczęłam się uczyć, jak miałam 11 lat, maturę zdawałam również polską, choć na Kubie. Balet też zaczął się tam.
O tańcu mówi z iskierkami w oczach. Jej ulubiona definicja brzmi: „Taniec jest jedyną sztuką wizualną, która pozwala zapomnieć ludziom, że są tylko ludźmi". Opowiada, że w tańcu można się zatracić; kiedy już opanuje się choreografię, przeliczy te wszystkie takty, kroczki, układy, to zaczyna się najwyższy etap. Wtedy właśnie można osiągnąć stan ekstazy, niezwykłego wyzwolenia się z samego siebie, z miejsca i czasu, w którym niby się jest, a jednak się człowiek odrywa. Taka jest tajemnica i magia tańca.
- I to nie musi być wcale balet, nawet na dyskotece czy na weselu można się tak w tańcu zatracić – zapewnia. I to właśnie chciałaby przekazać swojej grupie na Przystanku. Że można osiągnąć stan doskonały bez narkotyków czy innych używek. - Ja im nie mówię tego wprost, nie apeluję, żeby nie brali. Ja chcę, żeby przeżyli coś, co bardziej do nich przemówi niż najmądrzejsze słowa – dodaje.
Atmosfera Przystanku bardzo się jej podoba. Wzajemna życzliwość, szczera chęć młodych, żeby nauczyć się jak najwięcej, że się nie wstydzą tych ćwiczeń, które mogą wydawać się śmieszne, że ich koledzy z innych warsztatów, jeśli czasem przystaną popatrzeć na jej zajęcia, każdy udany popis nagradzają brawami. I sama szkoła, w której się wszystko odbywa. - Ma niezwykłą architekturę sprzyjającą skupieniu i tworzeniu, nie wiedziałam, że w Polsce są takie szkoły – zapewnia.
Jakie jest jej najpiękniejsze wspomnienie?
- O, mam wiele pięknych wspomnień – mówi pani Iliana – ale powiem o jednym z nich. To było w 1983 r. na Jazz Jamboree. Na deskach teatru Studio w Warszawie wystąpiłam jako tancerka improwizująca, grał kontrabasista Helmut Nadolski z 12-osobową orkiestrą muzyków - kompozytorów. I ja wtedy tańczyłam maksymalnie, miałam w sobie jakąś wielką siłę... tak, to był mój taniec życia.
Ten taniec w Warszawie przebił jej inne doświadczenia, a ma ich niemało na koncie. Jest absolwentką Narodowej Szkoły Sztuki w Hawanie. Tańczyła w Balecie Narodowym Kuby, odbywała staże w Barcelonie, Tarragonie i w Belgii. Na Hawajach uczyła się tańca hula,  4-miesięczny staż pedagogiczny odbyła w Centre National de la Danse w Paryżu.
Była tancerką, w corps de ballet w Teatrze Wielkim w Warszawie, w Teatrze Tańca "Silva Rerum" w Krakowie oraz solistką  Operetki w Warszawie. Prowadziła zajęcia baletowe i choreograficzne w ramach Laboratorio Teatrale przy Teatrze Pirandello w Agrigento (Sycylia) oraz w prywatnej szkole tańca w Bremen (Niemcy).
Jakie najpiękniejsze chwile jeszcze się zdarzą?
- Na to pytanie nie odpowiem, nie chcę zapeszyć – Iliana Alvarado uśmiecha się trochę tajemniczo.
 
 
   Ta dzisiejsza młodzież!

Gimnazjaliści, licealiści, studenci. Zgrupowani w jednej szkole. Mieszanka wybuchowa! Właściwie powinni być groźni – pić, bić, nawet ćpać. Wiadomo, jacy ci młodzi są... Wszystkich, którzy potrafią tylko powtarzać stereotypy, powinno się tu przyprowadzić. Do tej szkoły, którą zorganizowała... policja.
Co prawda trwa tylko pięć dni, i to w wakacje, ale nauka odbywa się nieustannie. Nazywa się Przystanek PaT, mieści się w Gimnazjum nr 8 w Płocku. Każdy „uczeń” ma identyfikator.
Przy wejściu do budynku wytrwale stoją harcerze. Przyjechali z Kętrzyna i są PaTrolowcami. To służba porządkowa, sprawdzają, czy wchodzący mają identyfikatory (bez nich nie wpuszczą), czy okna są pozamykane, różne takie obowiązki. Jeśli pojawią się kłopoty, zgłaszają je do podoficerów. To wolontariusze, którzy na przystanku pełnią funkcje pomocnicze. Np. obsługują nieustannie punkt informacyjny.
Są niezawodni. - Gdzie można znaleźć pana X lub panią Y? - Proszę poczekać chwilkę – pada odpowiedź i podoficer przez radiotelefon rozpoczyna poszukiwania. Młodych ludzi z radiotelefonami można spotkać na każdym kroku, więc odpowiedź przychodzi natychmiast. Jak nie wiesz, gdzie jest miejsce, do którego chcesz dotrzeć, zawsze znajdzie się ktoś, kto cię zaprowadzi.
W studio filmowym dostaniesz każde zdjęcie z Przystanku, jakie cię interesuje. - Ooo, akurat tego pana nie sfotografowaliśmy, proszę chwilę poczekać – mówi szef studia i przez radiotelefon prosi, by ustalić, gdzie akurat znajduje się osoba, której podobizny brakuje do serwisu. Kilka chwil i uśmiechnięty Jan Goliński (student) ma już to, co jest ci potrzebne.
Działa też redakcja, która wydaje codziennik „PaTrz”. Redagują studentka Ania z Poznania i licealista Hubert z Siedlec. Relacje wydarzeń każdego dnia może pisać każdy chętny.
Aha, są jeszcze oficerowie. To już prawdziwi policjanci, jedni z tych, którzy organizowali Przystanek. Oni są ostateczną instancją. Przystankowe radio co chwila podaje komunikaty, bo ktoś coś zgubił albo znalazł, więc trzeba zgubę skontaktować z właścicielem. Wszystko działa tak sprawnie, aż trudno się oprzeć wrażeniu, że Przystanek to odrealniony, idealny świat. Z zewnątrz strzegą go policjanci z płockiej komendy.
Uczestnicy przystanku mają pełną swobodę w wybieraniu zajęć. Mogą nawet, jak im się nie chce, nie przychodzić na nie. Czy to do pomyślenia w szkole?! Ale nie to jest najdziwniejsze. Najdziwniejsze jest, że przychodzą! I nikt się nie obija.
W czwartek do obiadu zajęcia były niezwykle intensywne. Grupa teatralna miała próby do widowiska „Europa”, monumentalna to rzecz i próbowanie odbywało się na rozpalonym do nieprzytomności placu przed gimnazjum. Trudno powiedzieć, czy zauważyli, że słońce prażyło całkiem jak w Afryce... Grupa plastyczna ćwiczyła na boisku... to był właściwie morderczy trening. Nikt się nie wycofał. Efekt swojej pracy pokazali wieczorem, happening wymalowanych postaci, dynamiczny taniec przyciągał mieszkańców osiedla spacerujących po alejkach wokół szkoły.
Żadne warsztaty się nie oszczędzały. Kto miał akurat przerwę, to albo szedł się chwilę zdrzemnąć (nocne zajęcia kończą się nad ranem), albo leciał popatrzeć, co robią inni. Coś dobrze wyszło – brawa! A jak udało się dopaść aktora, poetę czy innego profesjonalistę, to rozmowom nie było końca, w końcu taka okazja zdarza się tylko na Przystanku.
Śliczna dziewczyna – istna rusałka w kapeluszu w kwiaty (zagrała w płockim przedstawieniu „Blackout”) przystanęła na schodach przed szkołą i aż westchnęła: - Cudnie tu jest... Wspaniale ODPOCZYWAM!
No i zrozum tu dzisiejszą młodzież...
 
 
 
  
   Sam Pan Bóg słuchał…

Znany komentator sportowy, kiedy już brakowało mu słów, by oddać to, co dzieje się na boisku, mówił do radiosłuchaczy: Szkoda, że państwo tego nie widzą!  A jak opisać koncert artysty, który poruszył najintymniejsze struny wzruszeń i wprowadził emocje widowni na nieosiągalne szczyty? Szkoda, że państwo nie widzieli i nie słyszeli, jak śpiewał bard Jarosław Jar Chojnacki na Przystanku PaT…
W pobliżu Gimnazjum nr 8 w Płocku, gdzie ulokował się Przystanek, właściwie tuż za ogrodzeniem, stoi kościół parafii pw. Św. Krzyża. Proboszcz Andrzej Zembrzuski jest kapelanem płockich policjantów. Na uczestników Przystanku patrzy przyjaźnie. Oddał im wnętrze kościoła na niektóre zajęcia: nocne Rozmowy Filozoficzne, które kończyły się po północy, i na koncerty, jakie dla uczestników warsztatów dawali zaproszeni artyści.
W czwartek Przystankowy ludek zaczął ciągnąć więc do kościoła przed godz. 22.00. W ławkach już siedziało nieco „cywilnych” osób, płocczan, których na artystyczne wydarzenia ks. proboszcz zapraszał na niedzielnych mszach św. Oczekiwanie na barda trochę się przedłużało, w końcu aktorka (także poetka, rzecznik PaT, pracownica komendy głównej) Katarzyna Krakowiak zapowiedziała, że nastąpi rzecz niezwykła.
Przed publicznością stanął ubrany na jasno mężczyzna, uśmiechnął się ujmująco i… zadziała się magia.
Jak śpiewał? Jak to opisać, kiedy każdy utwór był jak modlitwa. Poruszający, docierał do zakamarków duszy każdego, kto tego słuchał. Po pierwszym brawa zerwały się dopiero po chwili. Potem ręce same układały się do klaskania. Do szalonych owacji, nawet na stojąco. Ale nie tylko sama muzyka i poezja wprowadziły niezwykły klimat. Chojnacki nawiązał ciepły dialog z widownią, przed każdym utworem opowiadał, jakie refleksje wzbudza w nim samym. Opowiadał o autorach wierszy, które śpiewał. Jeden z nich napisała obecna w kościele Grażyna Małkowska, ta, od której zaczęła się rodzina blackoutowców. Ale większość pieśni powstała z poezji Krzysztofa Cezarego Buszmana. Poeta siedział w ławce w trzecim rzędzie. I między tymi dwoma artystami nawiązała się łączność, która znakomicie dopełniła uroku spektaklu. Bard kierował w stronę poety przyjazne zaczepki, poeta odpowiadał bardowi gestami i mimiką. Magia narastała...
Bisów miało nie być, ale po wspaniałym finale, który odśpiewali wszyscy na stojąco („Nie wracajmy jeszcze na ziemię…”), kołysząc się, klaszcząc lub trzymając za wzniesione ręce, pod burzą braw ugiął się nawet „stalowy” Grzegorz Jach. Nieco wyczerpany koncertem Jarosław Jar Chojnacki około północy zapowiedział: - Ja o tej porze zwykle już śpię, więc żeby i was wyciszyć, zaśpiewam kołysankę.
Cały kościół razem z nim śpiewał w różnych tonacjach: Alleluja, Alleluja, Alleluja… Sam Pan Bóg chyba śpiewał razem z nimi.
 
 
 Generał tańczący, czyli jak zakończył się Przystanek PaT

-
Tańczcie, Słowianie, tańczcie Słowianie! - niósł się nad płockimi Podolszycami zniewalający głos. I ruszyły w taneczny korowód dziewczyny z wiankami na głowie. I chłopaki w zwiewnych szatach. Na trawie tworzyły się wirujące kręgi, spletli dłonie i pląsali: dzieciaki z dorosłymi, cywile z policjantami, „zwykli ludzie” z vipami. Tańczył sam komendant główny policji nainsp. Andrzej Matejuk... Tak w piątek kończył się III Przystanek PaT.
Od 1 lipca pół tysiąca młodzieży ze wszystkich stron Polski mieszkało w Megapolis Teatr. Gimnazjum nr 8 stało się w tym czasie Parnasem, na którym pod okiem mistrzów młodzi ludzie szkolili się we wszelakich sztukach. Ta bodaj najnowocześniejsza w kraju szkoła doskonale sprzyjała skupieniu i twórczej pracy. - Przystanek trwał jeden dzień od wtorku do soboty, szkoda, że był taki krótki – mówił znany multiinstrumentalista Robert Osam, który prowadził warsztaty muzyczno-wokalne.
Rzeczywiście, praca trwała nieustannie, z krótkimi tylko przerwami na sen, wszyscy kładli się spać o świcie, żeby rankiem dalej szlifować umiejętności. Literackie, aktorskie, taneczne, wokalne, plastyczne, muzyczne...
A wszystko po to i dlatego, żeby świat młodego człowieka nabrał wartości bez sztucznego wspomagania się narkotykami czy alkoholem. Temu służy program „Profilaktyka a Teatr”, realizowany od kilku lat pod protektoratem Komendy Głównej Policji. Zatacza coraz większe kręgi. Poprzez sztukę, działania artystyczne sami
 

 

PaT na Mazowszu  

Premiera PaT w Płocku

W Teatrze Dramatycznym im. J. Szaniawskiego w Płocku w poniedziałek 4 lutego odbyła się premiera spektaklu "Blackout," zrealizowanego w ramach programu Profilaktyka a Teatr. Dla widzów i samego teatru, który otworzył podwoje po generalnym remoncie i zainaugurował działalność dopiero w miniony weekend, było to więc podwójnie ważne przedstawienie.

Płocki komendant miejski policji Jarosław Brach i patron oraz reżyser całego przedsięwzięcia Grzegorz Jach z komendy głównej witali głównie młodzież, bo to o niej i dla niej jest przedstawienie. W dodatku zagrali w nim uczniowie płockich szkół średnich i gimnazjów, wspomagani przez warszawską aktorkę Katarzynę Krakowiak (rola matki).
 
 

Zanim jednak wyszli na scenę, Grzegorz Jach rozmawiał z młodymi widzami o narkomanii, aranżował sytuacje, z jakimi mogą się zetknąć w szkole, dyskotece, na ulicy.

"Wywołane" z widowni osoby mogły w tak niecodziennej scenerii skonfrontować ich wyobrażenia o sobie samych. Jak zachowałyby się, gdyby ktoś zaproponował im pierwszą działkę? Albo co zrobiłyby, do kogo się zwróciły, wiedząc, że przyjaciel zaczyna brać.
Była to też dobra lekcja dla obecnych na widowni przedstawicieli władz miasta, policji, dyrektorów szkół i instytucji, które walczą z uzależnieniami. Lekcja docierania do młodych nie tylko poprzez pogadanki, nakazy i zakazy, ale przez sztukę, scenę, teatr.
Mroczny spektakl, z popularną muzyką hip-hopową i rapową, chyba zaskoczył młodzież. Niektórzy chichotali, niektórzy komentowali sceniczne kreacje kolegów.
- Muszą trochę się zastanowić nad tym, co tu widzieli, przeżyć to po cichu i wtedy wszystko do nich dotrze - Grzegorz Jach po spektaklu spokojnie komentował te zachowania. - To była silan dawka emocji, nie każdy młody człowiek umie sobie z czymś takim od razu poradzić.
Uczniowie-aktorzy zupełnie inaczej przeżywali sztukę. Kiedy przyszli w listopadzie na casting, pchała ich do projektu tylko chęć występowania, zafascynowanie aktorstwem. - Dopiero jak zaczęły się próby, zrozumiałam, że mówimy o rzeczach ważnych, ostatecznych - powiedziała jedna z dziewczyn. Jej kolega dodał, że teraz już w pełni świadomie chce robić wiele, by narkomania przestała wisieć nad nim i rówieśnikami jak czarna chmura.
- To naprawdę ogromnie silne przeżycie - powiedziała inna młoda aktorka. - Ta finałowa scena. łóżko w prosektorium, a na nim chłopak, nasz rówieśnik, pod białym prześcieradłem. To dla nas jest naprawdę straszne, trzymałyśmy się z koleżanką za rękę, żeby to przetrwać.
Realizatorom programu dziękował odpowiedzialny za oświatę wiceprezydent Płocka Piotr Kubera. Ratuszowy Wydział Edukacji zaplanuje teraz cały cykl spektakli, tak by "Blackout" obejrzało jak najwięcej uczniów. A w lipcu w Płocku, w Gimnazjum nr 8, odbędzie się przystanek PaT - kolorowe, trwające prawie tydzień święto młodych ludzi z całej Polski, którzy wybrali i promują życie bez uzależnień.
(fot. Paweł Kubicki/POLSKA-TIMES, KMP Płock)
 

 
PaT znów w Płocku
 

Ponad 600 uczniów z płockich Gimnazjów nr 1 i 2 zasiadło w poniedziałek (03.03.2008) na widowni teatru dramatycznego, aby obejrzeć spektakl "Blackout" zrealizowany w ramach programu Komendy Głównej Policji "Profilaktyka a Teatr". Jedną z ról w przedstawieniu zagrał. oficer prasowy KMP Płock Mariusz Gierula.
To już kolejne spotkania (w poniedziałek odbyły się dwa spektakle) płockiej młodzieży z "PaT"; premiera sztuki odbyła się 4 stycznia. Widownię powitał komendant miejski policji w Płocku mł. insp. Jarosław Brach.

"Blackout" wyreżyserował pomysłodawca programu mł. insp. Grzegorz Jach z KGP, zagrali w niej uczniowie płockich szkół, wspomagani przez warszawską aktorkę Katarzynę Krakowiak (rola matki) oraz rzecznika płockiej komendy Mariusza Gierulę (rola ojca). "Blackout" to rzecz o tym, jak łatwo wpaść w sidła zastawiane przez dilerów narkotykowych, jak łatwo się uzależnić i. umrzeć.
Jak zwykle spektakl poprzedzony był rozmową Grzegorza Jacha z młodą publicznością. Chłopaki i dziewczyny, pytani, czy umieliby sobie poradzić z naciskami kogoś, kto namawiałby ich do wzięcia narkotyku ten pierwszy raz, mówili, że raczej tak. Ale przy okazji wyszło na jaw, że gimnazjaliści nie wiedzą, jak pomóc koledze, który zaczyna brać. Jedni twierdzili, że to niemożliwe, bo nałóg jest silniejszy od słów rozsądku, inni - że nie poszliby do szkolnego pedagoga z problemem, bo "kto sprzedaje kumpla, jest frajerem". Nawet ci, którzy deklarowali, że "coś by zrobili", bezradnie powtarzali: "nie wiem jak, nie wiem, do kogo się zwrócić".
- Postawcie sobie pytanie, gdzie są granice przyjaźni, poza którą nie chce się już ratować bliskiej osoby - mówił Grzegorz Jach. - Zastanówcie się, co znaczy powiedzenie, że przyjaciela poznaje się w biedzie.
"Pat" w Płocku ma sprzymierzeńców w Urzędzie Miasta. Z KMP współpracuje ratuszowy Wydział Edukacji, koszty przedsięwzięcia pokrywa Wydział Zdrowia i Opieki Społecznej. Kolejne spektakle dla następnych szkół zaplanowano na koniec marca.
(a)


 

PaT w Siedlcach
 
Kolejne spotkanie z programem Komendy Głównej Policji "Profilaktyka a Teatr" odbyło się 18 stycznia w Centrum Kultury i Sztuki w Siedlcach. Spektakl "Blackout" obejrzało prawie 100 uczniów z siedleckich gimnazjów i szkół średnich. Grupa około 30 młodych ludzi wzięła bezpośredni udział w przedstawieniu.

Komendant Miejski Policji w Siedlcach nadkom. Marek Fałdowski i patron oraz reżyser całego przedsięwzięcia Grzegorz Jach z Komendy Głównej Policji witali głównie młodzież, bo to o niej i dla niej jest przedstawienie. W dodatku zagrali w nim uczniowie siedleckich szkół średnich i gimnazjów.
Zanim jednak rozpoczęło się przedstawienie przeprowadzono badania ankietowe dotyczące zagrożenia zjawiskiem narkomanii wśród młodzieży. Ich wyniki były punktem wyjścia do dalszej dyskusji o tym problemie. Dały możliwość wypowiedzenia się młodzieży, czy zetknęły się już z narkotykami i jak reagowały, gdy ktoś proponował im działkę. Młodzi ludzie szukali odpowiedzi na pytania - jak się zachować gdy wiemy, że przyjaciel zaczyna brać, do kogo zwrócić się o pomoc.

Dyskusji bardzo uważnie przysłuchiwali się obecni na widowni przedstawiciele starostwa, władz miasta, duchowieństwa, policji, dyrektorów szkół i instytucji, które walczą z uzależnieniami.
Spektakl pokazał, że do młodzieży można docierać nie tylko przez pogadanki, zakazy i nakazy, ale przez sztukę, scenę, teatr.
(fot. Janusz Mazurek-Tygodnik Siedlecki)